kawiarniogalerioczytelnia

*warszawa praga *internet z nieba *handelek (*fotki *książki *badziki)

piątek, 23 stycznia 2009

Nowości "na Magazynie".

Tak, Magazyn Praga i my jesteśmy towarzystwem wzajemnej adoracji. Dlatego ten post będzie o nich a właściwie o ich nowej dostawie. Design, który wybrali selektorzy concept store'u informuje nas dobitnie dokąd zmierza ten świat. I bynajmniej nie jest to " iście w stronę słońca". Wycieraczka która komunikuje gościowi, że nie jest mile widziany (można też w razie potrzeby obrócić ją na drugą stronę i pokazać niechętne "wejdź"), wazonik z broni (trzech broni, jak mawiają gracze w strzelanki), lub piersióweczka dla hipokryty ukryta w książeczce do nabożeństwa. Jest też niedźwiedź bez głowy, i "pogięte" kubeczki ("kultowej" za przeproszeniem firmy Rob Brandt). Pozostałe produkty wymyślono i wykonano dla firmy o wiele mówiącej nazwie Suck. Tak więc, frustraci i popaprańcy wszystkich rozdajów: ruszajcie się wyżyć na zakupach w Magazynie Praga.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Jagna Waleriańczyk wystawia się w Kiku.

Jagna to nasza młodociana koleżaneczka, różowa i świeża szery blossom, japońsko żydowska blondyneczka o swojsko brzmiącym imieniu Jagna. Pomieszkuje troszkę w Tokio troszkę w Warszawie gdzie się kształci, kształci, jeszcze raz kształci i bez końca kształci. Jako osoba młoda, wciąż szuka swojej drogi, nie bez bólów egzystencjalnych (np niedawno współuczstniczyła jako "kostiumy" w nader udanym spektaklu Astma, granym w naszym Berlinie). Miotając się między swoimi umiejętnościami, fotografuje. Dotąd można było ją zaliczyć do grona amatorek, mimo pękającego w szwach konta na flickrze i kilkunastu aparatów analogowych. Teraz sytuacja nieco się zmieniła, bowiem Jagna Waleriańczyk ma wystawę w Kiku. Polecamy i zapowiadamy jej zdjęcia mniej żydowskie, bardziej japońskie, również u nas, z wiosną.

Idzie nowe (Do naszej Cafe).

Właśnie przybyły z drukarni, jeszcze ciepłe, cztery nowe klocki (z mdfu). Nic tylko wziąć i wyeksponować. Sami popatrzcie:

A niedługo, w naszym  internetowym Sklepie ze zdjęciami będzie tego duuużo więcej.

wtorek, 13 stycznia 2009

Blisko, coraz bliżej.

Niebawem rusza nasz internetowy Sklep ze zdjęciami. Będzie można w nim kupić bardzo wiele (dużo więcej niż do tej pory w Cafe Melon), bardzo różnorodnych zdjęć, mniej lub bardziej powabnych ale zawsze dobrych, i świeżych jak chrupiąca bułeczka ministra Krasińskiego. Działalność została powołana dla osiągania celów dekoracyjnych, oraz kolekcjonerskich naszych potencjalnych klientów. Oprócz samych zdjęć do wyboru będą też nośniki, na których zostaną one podane, a także rozmiary. No i oczywiście ceny. Zdjęcie zostanie dostarczone do twojego domu (albo do domu kogoś innego, to zależy), jak pizza. O premierze powiadomimy. Stronę projektuje Hipopotam.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Komar okrzyknięty twarzą Facebooka na łamach Magazynu Dziennika.

W sobotnio-niedzielnym wydaniu magazynowym Dziennika, ukazał się sporych rozmiarów tekst autorstwa Anny Theiss o fenomenie, no właśnie, czyim fenomenie, jakim fenomenie? Chodzi o to, że portal społecznościowy Facebook orzeczono potężnym narzędziem marketingowo PR-owym, z czym abolutnie się zgadzamy i żadna nowość to nie jest. Przykładem poparto to adekwatnym: Mikołaj Komar (moim skromnym zdaniem sam będący chodzącą maszyną do PR-u) posłużył za ilustrację tekstu swoją opaloną twarzą, oraz wytłuszczoną liczbą kontaktów, która opiewa na 1276. Mikołaj omawia zady i walety portalu (skądinąt sensownie i lapidarnie), przedstawiając się jednocześnie jako człowiek, który rzeczywiście jest w stanie utrzymać kontakt z deklarowaną ilością znajomków (jest to około 80%  z 1276) i z tego co mi wiadomo nie kłamie. Dlaczego ja w ogóle o tym piszę? Przecież  fejsbookowy boom to zaledwie echo wielkiego wybuchu, Mikołaj jako taki znany jest z jeszcze bardziej zamierzchłych czasów jako Menago (sto zarobię nago), a temat posta z pozoru nie ma nic wspólnego z założeniami niniejszego bloga. Otóż moją uwagę przykuł  tak naprawdę fakt, że autorka posłużyła się słowem "Fotograf" jako synonimem imienia rzeczonej postaci. I czy się komu podoba, czy nie, Mikołaj fotografem jest, bo fotografuje, bo ma aparat. A że udało mu się autowypromować od Kozaczka aż po CSW, to tylko dobrze.

Niech się "środowisko" zżyma do woli a nieśmiali amatorzy wyjdą z cienia. Komar - Aj!