kawiarniogalerioczytelnia

*warszawa praga *internet z nieba *handelek (*fotki *książki *badziki)

czwartek, 16 października 2008

Być jak Henri Cartier-Bresson

Warszawska Królikarnia jest miejscem wystawienniczym w sam raz dla posągowych postaci. Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że to tam zlokalizowano pokaz zdjęć niedetronizowalnego króla fotoreportażu i współzałożyciela wielkokalibrowej agencji fotograficznej Magnum, wcale nie byłam zdziwiona. To wspaniale, że powiało wielkim światem (a w zasadzie zaświatem, bo Mistrz od 4 lat nie żyje), jednak, nie pierwszy raz. Trzeba nadmienić, że mistrz, był uprzednio w Polsce i to dwa razy, jeszcze za życia. Na temat samej wystawy dość powiedziały monumentalne teksty, zamawiane często u krytyków sztuki a publikowane, na łamach topowych dzienników i poczytnych blogów tematycznych. W hołdzie temu wydarzeniu chciałam przypomnieć, że wielu naśladuje Jego styl. Pod hasłem "decisive moment", odwołującym się do słynej teorii momentu wykonania zdjęcia, odwołują się rzesze mniej czy bardziej udatnych aspirantów i imitatorów. I tak oto na przykład: mamy grupę na flikrze (przyjmują maksimum po dwa "bressony" tygodniowo na członka), Zakład fotografii ślubnej z Montrealu, czy galerię zdjęć "a la Henri Cartier-Bresson", albo (z tych bardziej bardziej niż mniej) członkinę ruchu fotograficznego "Footprośba", zajmującego się fotografią spontaniczną, Ulę Tarasiewicz. Rzeczona grupa, prowadziła swego czasu, stricte imprezowy blog furrybambi, który wbrew swojej tematyce, o dziwo, również mieści się w powyższej kategorii. To niebywałe, że oni wszyscy, ale to wszyscy, zawdzięczają swoją tożsamość, jednemu człowiekowi. Wystawa ponoć znakomita. Sama odwiedzę ją w najbliższy czwartek, gdy będzą wpuszczać darmo.