Zaprzyjaźniona Grupa Okołofotograficzna Stowarzyszenia Katedra Kultury, postanowiła poanimować tym razem krakowskim Kazimierzu, miejscu dziwnie i pod wieloma względami podobnym do warszawskiej Pragi. Działania zaczęły się siódmego września, wernisażem prac z zeszłorocznego stażu Grupy w Nancy, Francja. W legendarnej, ultrakrakowskiej Alchemii (Estery 5), oczywiście nadal można obejrzeć zdjęcia. I to by było na tyle w akcji Wspólna Przestrzeń. Fotoakcje na Kazimierzu"... jeśli chodzi o tradycyjne formy promocji fotografii. A tak naprawdę, akcji będzie znacznie więcej. Wszystkie zakończą się prezentacjami na Placu Nowym i na ulicy Szerokiej, a będą to: trzy rozmaite gry miejskie (uwaga, potrzebny będzie aparat). Akcja Zdjęcia Przechodnie, skierowana do chcących przełamać nieśmiałość, taki sposób, że będzie można zrobić sobie zdjęcie legitymacyjne i podarować je (można wraz z numerem telefonu) nieznanej osobie. Przenośne Atelier Fotograficzne znamy już z akcji przed naszą Cafe i polecamy. W specjalnym projekcie dla dzieci, ludzie mniejsi będą mogli pouczyć się technik fotograficznych i popykać fotki "ze swojej perspektywy" (co z pewnością oznacza wzrost). Portrety Zorganizowanych Grup Turystów, to kolejny, tym razem resentymentalny pomysł, dzięki któremu zwiedzający Starą Synagogę stadami, będą mogli wystylizować się na typowe wycieczki krajoznawcze (górny rząd stoi, dolny kuca itp).
Dodatkowo kroją się dwa projekty autorskie: Maria Parczewska z udziałem Zbigniewa Gozdeckiego zaprezentują "Fotoplastykon", skierowany do osób starszych i zorientowany na ich wspomnienia. Janusz Byszewski przedstawi najbardziej moim zdaniem ekstremalną akcję pod oszałamiającym tytułem "Zapomniałem zabrać aparat"(!) Tu będzie można utrwalać istotne momenty bez użycia wspomnianego w tytule trywialnego narzędzia zapisu. Akcje objęte zostały kuratelą Laboratorium Edukacji Twórczej CSW.
Całością opiekuje się, jak zwykle, Pan Juliusz Sokołowski, mózg nieodżałowanej pamięci Latarnika. W rolach głównych aparaty rozmaite: cyfrowe, polarojdy, wielkoformatowce.
Dziać będzie się do niedzieli, 12tego września włącznie, a potem, jak wszystko dobrze pójdzie, dla tych którzy na Kazimierz mają za daleko i dla tych, którzy będą chcieli jeszcze, zorganizujemy rodzaj podsumowania. Już u nas, na Inżynierskiej 3. Damy znać kiedy.
kawiarniogalerioczytelnia
- melon
- *warszawa praga *internet z nieba *handelek (*fotki *książki *badziki)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą csw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą csw. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 września 2008
Twórcze wykorzystanie aparatów fotograficznych na Kazimierzu
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Efekt czerwonych oczu? chyba w fotoshopie
"Efekt czerwonych oczu w fotografii. Zjawisko odwzorowania na zdjęciu oczu ludzi lub zwierząt jako czerwonych punktów. Powstaje przy fotografowaniu w ciemności, z użyciem lampy błyskowej. W mroku źrenica oka jest szeroko otwarta, mocne światło dociera do siatkówki, odbija się od niej i ponownie trafia do aparatu fotograficznego. W oku światło uzyskuje czerwoną barwę na skutek przefiltrowania przez naczynia krwionośne."
Wikipedia
"Efekt Czerwonych oczu. Fotografia polska XXI wieku", to niewątpliwie największe wydarzenie fotograficzne tego roku (jak dotąd). Nie było poważnego medium, które by nie podniosło tematu tego przeglądu. Kurator wystawy, Adam Mazur, lubi mówić o podtytule, że jest ironicznym nawiązaniem do niedawnej wystawy w Zachęcie, prezentującej polskie malarstwo, oczywiście też XXI wieku. Ba, nawet deklaruje, że nie zamierza powtarzać błędu Agnieszki Morawińskiej, kuratora "Malarstwa XXI wieku", wrzucającej jego zdaniem "wszystko do jednego worka". Broni jak lew teorii, jakoby postąpił inaczej gromadząc w jednym miejscu ponad 60 nazwisk "młodych, poza kilkoma wyjątkami", którzy prócz zdjęć oczekiwanych po tytule (mam na myśli kawałek o oczach), reprezentują tak skrajnie odmienne dziedziny, jak fotografia studyjna, zdjęcia modowe, okładki magazynów, zdjęcia portretowe, i wszystko inne co poddaje się starannej obróbce, skrupulatnie montuje i upiększa. Ba pod tym samym pod tytułem kryją się rzeźby, instalacje, i inne przejawy polskiego artystycznego dobra. Prace są przeważnie doskonałe, nazwiska znane a wystawa rzeczywiście przekrojowa. Natomiast na rzeczony "efekt", jest tak naprawdę dla większości autorów prac zwyczajnie nieakceptowalny. To prawda, że dzięki spopularyzowaniu technologii cyfrowych, hasło tytułowe jest nośnym sloganem, na określenie pewnego znaku czasu. Ale nie w przypadku tej ekspozycji. Chyba byłoby lepiej gdyby kurator pozostał przy pierwszym członie tytułu i przesunął środek ciężkości z ironii na autoironię. Albo, żeby zmienił tytuł wystawy na"efekt czerwonych uszu".
Etykiety:
centrum sztuki współczesnej,
csw,
fotografia,
kultura,
mikołaj długosz,
real foto
Subskrybuj:
Posty (Atom)
